2009 Via Regia

5-24.09.2009 Wielkie Oczy-Kraków

plecakKtoś pytał po drodze o motywacje, inspiracje. Jak dotąd nie znalazłam odpowiedzi. Potrzebowałam iść. To chyba jedyne możliwe wyjaśnienie.
A dlaczego Via Regia? Bo jest. :)
Bo ktoś mnie na tę drogę zaprosił, a ja MIMOCHODEM powiedziałam, że pójdę. :)
Miałam trochę intencji, a po drodze przybywało ich każdego dnia.
Bać zaczęłam się trzy dni przed wyjściem z domu, wtedy, gdy uświadomiłam sobie, że nigdy TAM nie byłam i że będę TAM sama.
Podobno strach to reakcja pozytywna.

Via Regia w całości czyli droga z Kijowa do Santiago de Compostela

Via Regia w całości czyli droga z Kijowa do Santiago de Compostela

Via Regia w Małopolsce

Via Regia w Małopolsce

Więcej o Via Regia z Korczowej do Krakowa TUTAJ

A tutaj czym dokładnie jest Via Regia i jak się ona ma do Drogi Św. Jakuba opowiada Kuba Pigóra i Andrzej Kofluk (w Radiu Rodzina, Wrocław)

część 1
część 2

5 września
Tarnobrzeg-Wielkie Oczy

100_2589Podświadomie czułam, ze te Wielkie Oczy warte są kilkunastu dodatkowych kilometrów, jakie nadłożyłam przed wejściem do Korczowej. Ksiądz Proboszcz na początku zdziwiony, że zgłaszam się na nocleg, bo to jednak nie on wysłał zaproszenie do Sanktuarium. Ale kiedy mówię, że pielgrzymuję Drogą Św. Jakuba z Wielkich Oczu do Krakowa pojawia się w jego oczach znajomy błysk… Bo on… wybiera się na Camino de Santiago!!! Co prawda chciał iść za kilka lat, ale skoro ja do niego dotarłam…

Sanktuarium w Wielkich Oczach (dawny kościół i klasztor Dominikanów)

Sanktuarium w Wielkich Oczach (dawny kościół i klasztor Dominikanów)


Pocisk, który utkwił w kościelnym murze

Pocisk, który utkwił w kościelnym murze

Na Mszy opowiada swoim parafianom, że jest wśród nich pielgrzym. I – że dla niego osobiście moje przybycie to jest znak, więc jeśli Bóg mu pozwoli i zdrowie, to on w przyszłym roku odbędzie pielgrzymkę do Grobu Św. Jakuba w Hiszpanii. Miło być znakiem dla kogoś i zachętą do pielgrzymowania. Później jeszcze wiele razy zdarzało się, że ktoś kolejny odczuwał w trakcie spotkania ze mną potrzebę wyruszenia na Camino. Bardzo miłe doświadczenie.
W Sanktuarium wielki kult Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych. Miejscowa ludność bardzo pobożna, Proboszcz bardzo przychylny pielgrzymom, a nad głównym ołtarzem Św. Dominik de Guzman, bo kościół i klasztor należały jeszcze przed II wojną do Dominikanów. A ja nocuję w bardzo starej, maleńkiej poklasztornej celi z nowoczesną, komfortową łazienką. Mam wszystko, czego potrzeba pielgrzymowi.
A to moja cela w podominikańskim klasztorze

A to moja cela w podominikańskim klasztorze

W Wielkich Oczach do zobaczenia cerkiew – rarytas – budowana „pruskim murem” – wielka rzadkość tutaj. Niestety chyba już nie do uratowania. I nikt jej nie chce…
100_2590

100_2594

Synagoga za to w lepszym stanie, ma w niej powstać biblioteka, jest tu też cmentarz żydowski, a raczej jego pozostałości, ale pięknie ogrodzone, ktoś o nie dba.

Synagoga w Wielkich Oczach

Synagoga w Wielkich Oczach


Same Wielkie Oczy to dawne miasteczko, teraz wioska, rozwidlenie wielu dróg… może jedną z nich będzie Droga Św. Jakuba???
(A że Wielkie Oczy są „wielkie” można poczytać TUTAJ, natomiast strona parafii jest TUTAJ)

100_2626

6 września
Wielkie Oczy-Kalników

Przed wyjściem żegnam się z Proboszczem, przyszłym caminowiczem, Ksiądz rysuje mi na karteczce mapę, jak najkrócej dotrzeć do Korczowej.

Droga z Wielkich Oczu do Korczowej

Droga z Wielkich Oczu do Korczowej

O tym, ze jestem w pasie nadgranicznym informuje mnie ciągle telefon:

„Witaj na Ukrainie”.


Taką wiadomość co chwilę dostaję w sms-ach. O ile w ogóle łapię sieć…
Dziewczyna-kantor na wczorajszej Mszy zachwycała mnie swoim:

święty, święty, święty, zmiłujsja nad nami…


Z samego rana stawiam na nogi całą Straż Graniczną na odcinku Wielkie Oczy-Stubienko.
Szlam sobie jakąś piaszczystą leśną drogą, rozmyślając jakiż to dziki zwierz może wyskoczyć z krzaków, może puma… a tu nagle jedzie przede mną coś dziwnego.
Schodzę na bok, żeby grzecznie przepuścić, ale samochód się zatrzymuje i wyskakuje z niego dwóch sympatycznych, młodych, przystojnych amigos w mundurach.

Dostaliśmy informację, że ktoś się tu kręci i polecono nam sprawdzić – tłumaczą się… :)

A ja się śmieję i opowiadam im o Drodze Św. Jakuba, no i że Św. Jakub z Korczowej to patron pielgrzymów, oni oczywiście robią WIELKIE OCZY… Spodziewali się raczej ukraińskiego przemytnika lub rumuńskiego zbiega… Niestety, nie mam papierosów, spirytusu, ani marihuany. Legitymują mnie, dzwonią gdzieś jeszcze, chyba jednak wyglądam na pielgrzyma, bo pozwalają mi iść dalej, ale zawiadamiają od razu wszystkie strażnice aż do Stubienka, że idę. Będą mnie jeszcze namierzać. W sumie, to nawet się cieszę, dobrze, ze ktoś mnie pilnuje. :) Jakoś czuję się bezpieczniej ze świadomością, że ktoś czuwa.
Pytałam, ale nie chcieli mi zdradzić, jak mnie wypatrzyli. Proponują, żebym wstąpiła do Straży Granicznej, wtedy się dowiem. Nie chcę wstępować do Straży, rezygnuję też z załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych w krzaczkach. A nuż jakiś monitoring albo noktowizor. :):):) (Co do potrzeb fizjologicznych – później wpadłam na świetny pomysł, żeby w drodze korzystać z toalet w mijanych szkołach, wszystkie nowoczesne i czyste, bardzo gościnne, w niektórych szkołach są nawet miejsca noclegowe).

W Budzyniu – kościółek, a w nim – wielki obraz Św. Jakuba!!! O, jak dobrze, jakoś od razu nie czuję się już taka samotna! I źródlana woda do picia! Za darmo!!!

W Korczowej Kościół p.w. Św. Jakuba – tu również obraz Apostoła – zostaję na Mszy, rozmawiam z Proboszczem. Idę dalej, idę coraz gorzej, bąbel dokucza, wiec w Kalnikowie pierwszej napotkanej osoby pytam o nocleg:


Przecież u nas jest nocleg.

To Stadnina Koni – ostatnia tutaj, przed ukraińską granicą, często więc zatrzymują się tu transporty z końmi. I tam jest coś, co dla mnie jest już gotowym albergue. Łóżka, koce, pościel, łazienka, kuchnia – wszystko do mojej dyspozycji. I na dodatek aktualni goście mówią w kilku językach – po niemiecku, angielsku, szwedzku i ukraińsku. Czuję się więc calkiem, jak na Camino. Nie słychać tylko nigdzie „Buen Camino”…

Właściciele Stadniny traktują mnie, jak błogosławieństwo. Twierdzą, że z nieba im spadłam. Naprawdę! Proszą o modlitwę. Kiedy przyjeżdza nagle duży transport koni zostaję zatrudniona do pilnowania dzieci, cudownej Kalinki-Malinki i malutkiego Józia… Idziemy do tutejszego Proboszcza, a on… a on też był w Santiago, w salonie wisi jego muszelka, taka sama, jak ta, którą po raz czwarty przypięłam do plecaka. Mamy więc sporo wspólnych tematów, bo Ksiądz był nawet u „naszego” Ojca Romana, nocował u niego w Monte de Gozo. Bardzo się cieszy, że w jego parafii będzie przebiegać Droga Św. Jakuba. Dostaję błogosławieństwo na dalszą drogę…

Ludzie cudowni. Droga też. Bąble na nogach przypominają, że przecież oto jestem na Camino… Sama chciałam! :)

7 września
Kalników-Stubienko

Kościół w Stubienku

Kościół w Stubienku

Niewiele tego dnia przeszłam, ale tak sobie postanowiłam. Jestem przeziębiona i mam bąble, no :) Wszystko mnie boli. Potrzebuję odpoczynku, lekko siąpi deszcz, zimno. A w Stubienku jest bardzo dobre miejsce. I człowiek, który kocha Stubienko, a przede wszystkim tutejszy kościółek. Na suficie chóru znajduję Przemienienie Pańskie, a więc kolejny Jakub na mojej Via Regia.

Kościół w Stubienku

Kościół w Stubienku

Przyjmowana byłam tak miło, że postanawiam, iż jeszcze tu wrócę, następnym razem może rowerem.
Dostaję obiad, pławię się w komfortowej łazience, robię nawet pranie, są sznurki i klamerki!!!
Oczywiście dużo opowiadam o Drogach Św. Jakuba, a kiedy pytam o noclegi dla przyszłych pielgrzymów słyszę z wyrzutem:

Jak to gdzie? U nas! U nas!

Jak w ogóle mogłam pomyśleć inaczej? :)

8 września
Stubienko-Przemyśl

Wychodzę późno, bo Stubienko mnie nie chce wypuścić bez śniadania i porcji kolejnych opowieści. Rano zamglone łąki i pola, mleko dookoła, później wisząca kładka nad Sanem, tym Sanem, który wpada do mojego Sandomierza. Bąble mi cholernie dokuczają, mam kryzys i to niezły.
dscn2693To trzeci dzień mojej wędrówki – wewnętrzny bunt zasiedziałego organizmu. Przerabiałam to już wcześniej na Camino, więc wiedziałam, że minie. Minęło, ale wtedy nie mogłam wykrzesać z siebie odrobiny entuzjazmu i zachwytu nad mijanymi po drodze atrakcjami, przepiękną cerkwią w Wyszatycach czy kościółkami. Wchodzę oczywiście do arboretrum w Bolestraszycach, kupuję bilet, ale atrakcją dla mnie były w tym dniu bardziej bary i WC, niż rzadkie gatunki roślin. Wstyd mi, bo ludzie przyjeżdżają tu z całej Polski, żeby je zobaczyć.

Przemyśl, widok z Winnej Góry

Przemyśl, widok z Winnej Góry

Przemyśl przywitał mnie pięknym widokiem starego miasta położonego na zboczu wysokiej góry. I ten widok przestał mi się podobać (chwilowo), kiedy okazało się, że prawie na muszlasamym szczycie jest mój nocleg… Trza się wdrapać. Oczywiście dotarłam do Collegium Marianum, ale padłam trupem (czyt. usnęłam). Nic nie zwiedzałam, ale atrakcją tego dnia była herbatka wypita z ks. Danielem i z Pawłem, który mi towarzyszy, a zarazem jest organizatorem tego odcinka Via Regia. Ks. Daniel też wybiera się na Camino, kolejny przyszły caminowicz – na Via Regia ich pełno, więc mamy mnóstwo wspólnych tematów. Gościnność w Collegium niesamowita, też nie wypuszczają nas bez śniadania. Rano jeszcze Msza w Katedrze u Matki Bożej Jackowej – tej samej, którą podobno mój Św. Jacek przytargał z Kijowa. A na drzwiach katedry piękna pielgrzymia muszla.

9 września
Przemyśl-Tuligłowy

dscn2717Przemyśl. Schodzimy w dół tylko po to, żeby zaraz wspinać się znów pod górę. Przypomina mi się oczywiście hiszpańskie Camino i ich „arriba, arriba”… ech… I oto pielgrzymkowa atrakcja czyli Winna Góra w Przemyślu – zastanawiam się nad etymologią nazwy – od winnic czy raczej od win, jakby za karę. :)
Ale widok z góry warty trudu, a Przemyśl, który zostawiamy za sobą – przepiękny!
Idziemy do Ujkowic, a tam wita nas z daleka prawosławny Monastyr p.w. Św. Cyryla i Św. Metodego. Brat w szarym habicie, z długimi włosami i brodą pokazuje nam cerkiew, opowiada historię tego miejsca, uczy mnie czynić prawosławny Znak Krzyża, cierpliwie odpowiada na moje wścibskie pytania, ale za Carskie Wrota nie wpuszcza. Bo tam kobietom wstęp wzbroniony. Ech, ta wszechobecna klauzura!!! :):):)
Kupuję tam kolejną czotkę do mojej kolekcji.

Prawosławny Monastyr w Ujkowicach

Prawosławny Monastyr w Ujkowicach


Oczywiście pytam o miejsca noclegowe dla kolejnych jakubowych pielgrzymów, jak najbardziej, można spać w Monastyrze! Lepiej jednak zadzwonić tu wcześniej, zapowiedzieć się i nie zrażać komunikatem, że „nie ma takiego numeru”, bo to nieprawda!!!!!
Idziemy na azymut przez las, tutaj jeszcze nie ma drogi, ale to się zmieni, a mnie lepiej stąpać po leśnym runie, niż po asfalcie czy kamieniach z uwagi na dwa wredne bąble…
Wieczorem docieramy do Sanktuarium w Tuligłowach. Kolejne miejsce z duszą, klimatem, nocujemy w klasztorku przy kościele. Ksiądz Leszek zaprasza nas na kolację, słucha naszych opowieści – moich o Hiszpanii i Pawła o Francji. Rano nie wypuszcza nas bez śniadania. :)

10 września
Tuligłowy-Jarosław

Idziemy do kolejnego Sanktuarium w Rokietnicy. Ksiądz Proboszcz zna temat, z jakim do niego pukamy, od razu pyta, czy ma coś podbić. :)
Wyciągam credencial, promujemy Via Regię. Ksiądz był w Santiago, obiecuje przyjmować dscn2791pielgrzymów. W Chłopicach znowu Sanktuarium… znowu kryzys i wyrzuty sumienia, bo Paweł powinien już być w domu. Chciałam tam zostać, ale miejsca noclegowe zajmuje ekipa remontowa, więc – mobilizacja – idziemy dalej.
dscn2799Historycy twierdzą, że Droga Św. Jakuba tu była, geografowie, że jest, a ci, co ją wytyczają, że będzie.
I wszyscy mają rację!:)
Skoro ja idę, to znaczy, że jednak jest, chociaż mam za sobą przedzieranie się przez leśną gęstwinę, jary i wąwozy, przez teren wojskowy zarośnięty jakimiś kłującymi krzakami i bieg przez tory z przeszkodami. :):):)
Ale przydało się i to. Jest w tym sporo uroku, szczególnie, jak się wędruje za takim przewodnikiem, jak Paweł, który w ofercie ma gratisowe niesienie plecaka i zapasu wody do picia. Na niesienie plecaka się nie zgadzam, bo co ta za pielgrzym bez plecaka? Natomiast wodę wypijam Pawłowi bezlitośnie do ostatniej kropli. W każdym razie – polecam – można z nim iść nawet na Finis Terrae…Przedarliśmy się jakoś do Jarosławia, ja – walcząc ze swoimi słabościami. Paweł w ostatniej chwili zdążył na ostatni pociąg.
Nocleg w Domu Rekolekcyjnym w Opactwie Benedyktynek. Pokój przygotowany, na stoliku kartka, ktoś spod Jarosławia prosi o kontakt, bo wybiera się na Camino, a ksiądz dyrektor umieścił w internecie informację, ze ja idę… Dzwonię pod wskazany numer, oczywiście ktoś pyta o moje hiszpańskie doświadczenia, umawiamy się z Marią na wspólną wędrówkę po Via Regia, w ramach treningu przed Camino de France.
Świat pełen jest caminowiczów.

11 września
Jarosław-Przeworsk

Rano oczywiście Dominikanie.
Dostaję pieczątkę i butelkę na cudowną wodę ze studzienki przy klasztorze. Pani z zakrystii przeprowadza mnie przez klasztorne zakamarki.
Idzie mi się lepiej, nogi mniej doskwierają i chyba skończył się katar.
Ale gubię gdzieś wyznaczoną przez Pawła trasę i końcówka wychodzi mi zupełnie inaczej niż planowałam. W każdym razie – jestem w Przeworsku, u Rodziców Franciszka.
Pani Maria opiekuje się mną w sposób niezwykły. Nici z mojej caminowej diety odchudzającej, czuję się rozpieszczona i właściwie nie brakuje mi niczego. Na drogę dostaję pyszne rogaliki, kanapki, napoje, a Franciszka Tata odprowadza mnie rano aż za Przeworsk.
Dzisiaj mija tydzień odkąd nie ma mnie w domu…

Klasztor Dominikanów w Jarosławiu

Klasztor Dominikanów w Jarosławiu

12 września
Przeworsk-Krzemienica

dscn2862Po raz pierwszy zdaję się całkowicie na Św. Jakuba. Idę i nie wiem przez cały dzien, gdzie będę nocować. Najpierw pytam wszystkich napotkanych ludzi o drogę, pewna staruszka proponuje kawę. Opowiada o swoim życiu, o wojnie, o swojej tułaczce w tamtych czasach, o objawieniu nad szpitalem i o księdzu przeciętym piłą na pół (nie napiszę przez kogo, bo cenzura). Ta pielgrzymka jest pasmem wielu różnych spotkań, wielu rozmów, jestem ciekawa ludzi, ale oni są też ciekawi mnie. Bo nikt tutaj nie chodzi z plecakiem, na dodatek na piechotę. Jestem ciekawostką, wydarzeniem.

W Nowosielcach nad Świętym Jeziorkiem

W Nowosielcach nad Świętym Jeziorkiem


W Nowosielcach spotykam grupę dzieciaków, które oprowadzają mnie po swojej wiosce, najpierw do księdza proboszcza, potem zwiedzamy kościoł, kopiec wójta i cmentarz, a na koniec wszyscy odprowadzają mnie do Świętego Jeziorka. Przy okazji dowiaduję się wielu ciekawych historii o Krwawej Mary, która tu straszy i o dziwnym psie bernardynie. Dzieciaki są rewelacyjne, dają mi swoje adresy, mam im koniecznie wysłać zdjęcia, pocztówki i zaglądnąć do nich, gdy będę jechała tu wiosną.

DSCN2953

Mijam Łańcut, jest Krzemienica. Św. Jakub przy drodze i jego studnia, do której przyjeżdżano po wodę z wielu okolicznych miejsc, bo posiada cudownie uzdrawiającą moc. Jest kościół, nie ma proboszcza. Ale wikary przywołuje Kamilę, która na widok mojej muszelki przy plecaku dostaje ataku dzikiej radości i prowadzi mnie na nocleg do swoich rodziców, od lat zakochanych w Św. Jakubie. Mama Kamili mówi, że nie wierzyła, że dotrze do nich jakikolwiek pielgrzym.

A to znalazłam na stronie Stowarzyszenia Rozwoju i Twórczości Artystycznej VIVE z Krzemienicy już po powrocie:

Pierwszy Pielgrzym w Krzemienicy na drodze św. Jakuba

12 września 2009 roku na wieczorną Mszę Święta w Krzemienicy, a po niej do siedziby naszego stowarzyszenia dotarł pierwszy Pielgrzym: Kasia Bednarz wędrująca szlakiem muszli, a więc drogą Świętego Jakuba prowadzącą od Korczowej przez Krzemienicę do Santiago de Compostela. Radość nasza jest wielka, że to co wydawało się tak bardzo, bardzo odległe, STAŁO SIĘ RZECZYWISTOŚCIĄ! Starania stowarzyszenia, by Krzemienica nie tylko znalazła się na szlaku świętego Jakuba, ale by zamieniała się w przyszłości w miejsce pielgrzymowania, w miejsce służące schronieniem u boku Patrona Świętego Jakuba są faktem. Nasza Pątniczka cieszyła się, że trafiła do ludzi, którzy wiedzą co to Camino de Santiago i nie musi wszystkiego tłumaczyć i pokazywać, by uwierzono, by zapoznać z drogą i celem!
Wyruszyła w poniedziałek 7 września od Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych w Wielkich Oczach, by w sobotę 12 września dojść do Krzemienicy do Matki Bożej Pocieszenia, a w niedzielę rano, po spotkaniu św. Jakuba w naszym zabytkowym kościele pod Jego wezwaniem, pójść przez górę i do kościoła Marii Magdaleny w Malawie, dalej do Rzeszowa i dalej, dalej,… Prawdziwi pątnicy, na wzór Świętego Jakuba Starszego z dala od codziennego zgiełku i organizowania im przez różne Służby pielgrzymki, wędrują kontemplując łaskę wiary, poddając się ewangelicznemu nakazowi: „Idźcie na cały świat…” .

Dzięki Pielgrzymowi – Kasi Bednarz – mieliśmy w ręku Credencial de peregrino, czyli paszport pielgrzyma, w którym zbiera na szlaku muszli pieczątki i stemple w parafiach, schroniskach, muzeach,… potwierdzające przybycie w to miejsce. Kasia ma już kilka „paszportów”, bo pielgrzymowanie na Camino rozpoczęła w 2004 roku. Dwa razy doszła do kresu wędrówki świętego Jakuba – Santiago de Compostela, a teraz inauguruje początek tego szlaku na naszych podkarpackich ziemiach, który jest dziewiczy i często wymaga korekty. Pielgrzymując, testuje i przygotowuje notatki do Przewodnika, który opracowuje niezmordowany w trudach i nieoceniony w zaangażowaniu Paweł Plezia z Ropczyc.
Czeka nas wiele pracy przy tworzeniu, oznakowaniu drogi świętego Jakuba, chociażby w naszej tylko okolicy. Jak wiele to działań, wie nasz Pielgrzym, pani Katarzyna Bednarz, która współtworzyła odcinek szlaku muszli z Krakowa do Sandomierza. Jest to też koniec drogi z Santaiago de Compostela. Dalszy ciąg od Sandomierza do Korczowej, a w przyszłości może do Kijowa, czeka na naszą pracę, pozyskiwanie funduszy, wytyczanie drogi, oznakowanie jej, tworzenie miejsc noclegowych, itp.

Pierwszy Pielgrzym na drodze świętego Jakuba, przyniósł naszemu stowarzyszeniu nie tylko radość, ale też nadzieję, że podejmowane działania mają sens. Kolejne pokolenie parafii Świętego Jakuba, powinno przygotować się, naszą wioskę na spotkania z pielgrzymami, którzy wniosą coś nowego, otworzą na innych, ubogacą nas wewnętrznie.
Stowarzyszenie jest otwarte na potrzeby innych, pragnie rozwoju wszystkich chętnych. Stworzyło zaplecze i warunki dla każdego kto chce skorzystać ze sceny, ze sprzętu nagłaśniającego, zainteresować swoją pasją, nauczyć czegoś nowego innych.
Naszymi działaniami mamy zaszczepiać w dzieciach społeczne zaangażowanie, uczyć wolontariatu, niesienia pomocy innym, dawać z potrzeby serca.
Człowiek nie staje się bogatszy przez to co gromadzi wokół siebie ale przez to czym sam siebie zmienia, czym napełnia swoje wnętrze! Wnętrze to uśmiech, to wdzięczność, to radość za kolejny przeżyty dzień, za poznanych ludzi! Jesteśmy wdzięczni Bogu, Świętemu Jakubowi, że przysłał nam Kasię, która napełniła nas radością, wlała nadzieją…
from: www.stowarzyszenie-vive.pl

Krzemienica była bardzo ważnym miejscem, nigdy nie sądziłam, że i ja tam byłam aż tak ważna. Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję!

13 września
Krzemienica-Rzeszów

Przedarłam się dziś tutaj przez przepiękne miejsca, ale nogi mam… khe… khe… Nogawki spodni były mokre całkowicie od deszczu i rosy, ale… śmieszna historia… Jakub o mnie dba. Natychmiast prawie w środku lasu znalazla się suszarka do włosow, którą wysuszyłam spodnie i buty, i polcialam jeszcze 2 km w górę do Magdalenki na Mszę. Ksiądz zdziwiony, ale zna temat i wie, że w przyszłym roku mamy Rok Święty.

Kościółek Marii Magdaleny przed Rzeszowem

Kościółek Marii Magdaleny przed Rzeszowem

Nie da się napisać wszystkiego, jest 1 w nocy, jestem zmęczona.
Rzeszów. Nocleg u Pedrego. Jestem tylko 80 km od domu. Godzina drogi i mój pokój, moje biurko, moje książki, moje dzieciaki… a kysz… a kysz… idę dalej oczywiście jutro. Tym bardziej, że u Pedrego to jak u brata, mogę tu prawie wszystko, więc robię pranie, :):):)

A to Pedro właśnie

A to Pedro właśnie

14 września
Rzeszów-Niechobrz
W Niechobrzu jestem po raz drugi. Rok temu zawitałam tu na coś w rodzaju rekolekcji dla twardzieli. Widocznie nie odrobiłam wszystkich lekcji, skoro docieram tu znowu. Całą drogę wspominałam i rozmyślałam właśnie tamte dni, tamte przemyślenia, zachowania, postanowienia. Proboszcz nie bardzo się dziwi, natychmiast lokuje mnie w pokoju, a siostry zapraszają na kolację, której jest tyle, że starcza mi na jej i na śniadanie i na kanapki w drogę.

15 września
Niechobrz-Ropczyce

ropczyceDzisiaj znowu idę z przewodnikiem. Jakoś nie chce nam się iść, fajnie się siedzi pod błękitnym niebem i rozmawia, więc często się zatrzymujemy, na nocleg docieramy prawie przed samym zachodem słońca. Nocuję u Pawła, prysznic, kolacja, pościel, wywiad dla miejscowej prasy – naprawdę za dobrze mi jest. :)

16 września
Ropczyce-Dębica

Wędruję znowu sama, ale spotykam ciągle w lesie grzybiarzy, a na polach rolników, więc mam kogo zapytać o drogę. Mijam Lubziński Las i oddaloną o kilka km Lubzinę, muszę jeszcze kiedyś tam zaglądnąć…
W Zawadzie przepiękne Sanktuarium, wchodzę do niego wraz ze szkolną wycieczką, więc mam okazję wysłuchać historii. Proboszcza nie ma, ale spotykam miejscową nauczycielkę, której – tak, tak, już mnie to nie dziwi – mąż chce iść na Camino. Ona pokazuje mi dalszą drogę i informuje o szkolnych noclegach, opowiada o ukraińskim pielgrzymie, który niedawno zmierzał tędy na piechotę do Lourdes. To był grekokatolicki ksiądz.
W Dębicy czeka na mnie Pani Danusia, tak otwarta i przystępna, z niesamowitym poczuciem humoru, że po chwili leżymy razem na tapczanie i oglądamy tysiące zdjęć z jej autokarowych pielgrzymek po Europie.


17 września
Dębica-Pilzno

Do Pilzna dotarłam zmęczona, ale w miarę wcześnie. Zmartwiłam wikarego, bo zapytałam o nocleg, a przy plebanii nie ma żadnych godziwych warunków, w których chciałby mnie umieścić. Obiecuje coś zorganizować, a ja tymczasem idę na Mszę, stać mi się nie chce, zmęczenie mnie dopada coraz bardziej. Ledwie wychodzę z kościoła, natychmiast otacza mnie wianuszek parafianek, które postanowiły się mną zaopiekować. W tym – jedna, która zna temat, była z Pawłem na przejściu z Porąbki Uszewskiej do Brzeska, zabiera mnie do siebie. Okazuje się, że pielęgniarka, a mnie właśnie rozkłada choroba i osłabienie.

Beata z Pilzna - Opiekunka Pielgrzymów

Beata z Pilzna - Opiekunka Pielgrzymów

18 września
Pilzno-Tuchów

znak2qBeata postawiła mnie fachowo na nogi i odstawiła z powrotem na Via Regia. Tutaj zaczyna się oznakowany odcinek, są przepiękne drogowskazy, jakoś raźniej się idzie.
W Tuchowie rozmawiam z Proboszczem, parafia Św. Jakuba, bardzo serdecznie mnie przyjmuje Ksiądz Zbigniew, a nocuję u Redemptorystów w pustym Domu Pielgrzyma.

19 września
Tuchów-Tarnów (Góra Św. Marcina) – Wojnicz

Rano mgła i tylko 4 stopnie. Idę, ale przeziębienie i lekarstwa oraz delikatnie nadrobiona droga dają mi w kość, gorączka sprawia, że z Góry Św. Marcina zjeżdżam MKS-em, postanowiwszy odpuścić sobie zwiedzanie centrum Tarnowa, udało mi się zobaczyć jedynie katedrę, chociaż i tak nie miałam siły na jej zwiedzanie. Chyba nawet myślę o powrocie do domu, mam stąd tylko godzinę drogi autobusem, jestem chora, w domu jest chora Mama, ale dzwonię do niej, a ona – Twardzielka – mówi, że mam iść dalej.
Docieram do Wojnicza. Konsternacja, co ze mną zrobić, ale zachowania bardzo, bardzo ewangeliczne. Musiałam tylko troszkę poczekać, w Poradni Przedmałżeńskiej przy parafii jest tapczan. Zastanawiałam się wtedy troszkę żartobliwie, po co im tam łóżko, ale teraz już wiem po co – dla pielgrzymów! :)
Siostry mnie tam nakarmiły gorącą zupą, napoiły gorącą herbatą, a leki, które dostałam dzień wcześniej w Pilźnie trochę wzmocniły.


20 września
Wojnicz-Brzesko

Rano przyjeżdża do mnie Beata – pielęgniarka z Pilzna i idziemy razem do Brzeska. Beata planuje Camino, powoli nabiera odwagi, pewnie jeszcze wybierzemy się gdzieś razem. Po drodze mnóstwo atrakcji. Droga jest oznakowana, ludzie wiedzą, że pielgrzymujemy Szlakiem Św. Jakuba i że moja muszelka na plecaku to ta sama, która widnieje na drogowskazach. Zatrzymujemy się w Dębnie na turnieju rycerskim i na Mszy. W kościele wypatrzyła nas Marzenka, która po mojej muszli rozpoznała, że pielgrzymuję Via Regia.
Trochę czasu spędzamy w Porąbce Uszewskiej, Beata karmi mnie zabranym z domu rosołem z makaronem, kotletami i specjalnie upieczonym ciastem!!! Niosła to wszystko dla mnie w plecaku, wraz z gorącą kawą i herbatą.
brzeskoNocleg w Schronisku u Joli. Gościnność w Brzesku przekracza wszelkie możliwe oczekiwania. Bardzo miłe spotkanie z Ks. Proboszczem, parafia jakubowa, księża bardzo zaangażowani w pielgrzymowanie. Wiem, że jeszcze tam wrócę i że nigdy o nich nie zapomnę. Ksiądz na Mszy mówi o mnie, więc po jej zakończeniu podchodzą do mnie ludzie, proszą o modlitwę, gratulują, jedna pani mówi, że myślała, iż to jakaś starsza pani idzie, a ja taka młoda jestem. :) Miło to usłyszeć, jak się skończyło 40 lat miesiąc wcześniej.
Gościnność w Brzesku przeradza się prawie w rozpustę, dostaję reprymendę Via Sms od Pawła, że Via Regia miała być szlakiem pątniczym, a nie imprezowym. :):):)

21 września
Brzesko-Bochnia

Brzeska żegna mnie serdecznie, Jola prawie ze łzami w oczach. W Jasieniu Brzeskim kończy się na razie oznakowanie, przez co idzie się trochę smutniej i bardziej trzeba pilnować mapy. Bochnia piękna, ale po raz pierwszy mam problem z noclegiem, bo w Domu Pielgrzyma nie ma miejsc. Idę do Ks. Proboszcza, powołuję się zgodnie z przykazaniami na Księży z Brzeska i chyba tylko dzięki temu – nocuję na scenie w sali balowej Domu Weselnego. Po raz pierwszy i jedyny „na glebie”, w śpiworku, jak przystało na pielgrzyma, jem skromną kolację, jakiś „gorący kubek”, który od dwóch tygodni dźwigam w plecaku. :)
Trochę pokory mi się przyda. :):):)

22 września
Bochnia-Niepołomice
Jestem zachwycona. Mam doświadczenie drogi hiszpańskiej i znam dość dobrze sandomierską, ale trasa, którą idę obecnie zachwyca mnie najbardziej. Bałam się jej, okazuje się zupełnie niepotrzebnie. Do tej pory nie wydarzyło się nic negatywnego. Zaskoczeniem są dla mnie ludzie, których spotykam i to, w jaki sposób mnie przyjmują. Doświadczam prawdziwej polskiej gościnności, nie mam problemu z niczym. Trochę chorowałam, zaopiekowano się mną w sposób szczególny, dzięki temu idę cały czas, bez przerwy. Największym skarbem tej drogi są ludzie, którzy przy niej mieszkają.
Już mi żal, że kończy się coś ważnego, że trzeba wracać do domu…
Nie wiem, czy będzie jeszcze okazja napisać to przed wejściem do Krakowa, więc bardzo dziękuję wszystkim, którzy mi pomagali, wspierali, zachęcali, karmili, leczyli i użyczali mi swojej gościny.

Paweł z Jasiem i z Zaskrońcem

Paweł z Jasiem i z Zaskrońcem

Niepołomice to dla mnie miejsce szczególne, bo gościłam u Pawła, kogoś bliskiego, kogo nie widziałam ponad 20 lat. Kiedyś, mając lat naście, robiliśmy różne szalone rzeczy typu chodzenie o północy na cmentarz, żeby sprawdzić, czy straszy albo przesiadywanie na dachu przedszkola oraz namiętnie grywaliśmy w ruletkę. Paweł miał założyć heavymetalowy zespól, a ja miałam być menagerem, ha ha ha. Fajnie spotkać się po tylu latach i powspominać. Śmieszne jest to, że nasze dzieciaki mają tyle lat, co my wtedy. :):):)
Czas zatrzymał się na chwilę, kiedy siedzieliśmy wieczorem na podłodze, z lampką wina w ręce i słuchając Pink Floydów wspominaliśmy stare dzieje.
Spotkany przypadkiem w Niepołomicach na ulicy wikary, wie sporo o Camino, słyszał w Seminarium od Ks. Mojżeszko, który jest mi znany. Świat jest naprawdę mały. Drugi wikary, do którego pukam po pieczątkę do credenciala jest mną zachwycony, ekhekhe… no dobra, nie mną, tylko tym, że idę. :)


23 września
Niepołomice-Wielczka

Poranek spędzam z Pawłem i z Jaśkiem. Lądujemy razem w Staniątkach, potem w Biskupicach i rozstajemy się gdzieś na łące, po śniadaniu na trawie… Mam nadzieję, że nie na kolejne 25 lat.
(„Nie chciał Mahomet do góry, to góra przyszła do Mahometa”.)

24 września
Wieliczka-Kraków

Pakuję plecak i z rana wychodzę na ostatni odcinek, ale wiem, że nie do końca ostatni. Wiem, że pójdę dalej, bo Via Regia ciągnie się przecież aż do Santiago de Compostela i poza odcinkiem Kraków – Góra Św. Anny jest już chyba wytyczona w całości.

DSCN3319

Porównując tę drogę do dróg hiszpańskich nie mamy czego się wstydzić: przepiękne widoki, stare zabytki, a największym plusem, którego nie doświadczyłam do tej pory nigdzie za granicą jest nasza polska gościnność. Czułam się wręcz rozpieszczana, ludzie zapraszając mnie do swoich domów naprawdę realizowali stare polskie przysłowie „gość w dom, Bóg w dom”. Oddawali mi najlepsze pokoje, najlepsze łóżka, zwykle nie pozwalali spać w śpiworze. Dostawałam ręczniki, żeby oszczędzać ten, który niosłam w plecaku, lekarstwa, kosmetyki, karmiono mnie wręcz do przesady i wyposażano w kanapki, owoce i napoje na drogę.
Spędziłam mnóstwo wieczorów na rozmowach z wspaniałymi ludźmi, z takimi, co kochają swoje MAŁE OJCZYZNY i z tymi, którzy pragną, jak ja wyruszyć w DROGĘ NIEZNANĄ.

Via Regia. Bałam się jej zupełnie niepotrzebnie, była moim domem przez prawie 3 tygodnie i długo jeszcze będę do niej wracać myślami, wspomnieniami, które sprawiają, że ciągle się uśmiecham i nie przestaję marzyć o kolejnej wyprawie…
Wszystkim, którzy chcą wyruszyć na naszą polską Drogę Królewską serdecznie polecam i życzę Buen Camino!!!

Życie jest piękne, jakkolwiek kiczowato to brzmi, a dowód na to jest tutaj:

11 odpowiedzi na „2009 Via Regia

  1. Emil pisze:

    Kasiu, idź dalej – przez Ciebie Droga ożyje, a Ty ożyjesz przez nią. Wrocław czeka już na Ciebie. I cała Via Regia, właściwie po Zgorzelec. Buen Camino :-)

  2. Kasia pisze:

    Gracias! :) Dzięki wielkie!!!
    Zgorzelec?
    Coraz częściej o tym śnię… wiosna… rower…
    Wielkie Oczy-Zgorzelec.
    Piękna droga, ludzie cudowni.
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Kuba pisze:

    Kasiu, gratulacje. Dzięki Tobie Via Regia będzie naszym polskim Camino Francees. Tylko czekać na pielgrzymów z Korczowej do Zgorzelca (aż mnie nogi świerzbią). Do zobaczenia u nas. BUEN CAMINO.

  4. Kasia pisze:

    Polecam wszystkim Drogę z Korczowej do Zgorzelca, jak do tej pory jest rewelacyjnie!
    DO ZOBACZENIA! :)

  5. Andrzej pisze:

    Trzymam kciuki za Twoje Camino,ostatnie wiadomosciz 15 wrzesnia wiec pewno brak dostepu do internetu:)
    Mam nadzieje ze wszystko Ok!
    Pozdrowienia od Miro dla wszystkich polskich pielgrzymow!
    Ostatnio widzialem Go w burgos dwa dni temu,zwiedzalismy przepiekna katedre..
    A ja pozdrawiam wszystkich z San Nicolas del Real Camino! polowa drogi za mna,do uslyszenia i Buen Camino!!

  6. Kasia pisze:

    Andrzeju, ja też Was pozdrawiam, szczególnie Ciebie i Miro!
    Kończę swoją pielgrzymkę za kilka dni w Krakowie, czekam na kolejne wiadomości od Was!
    Do zobaczenia w Polsce i BUEN CAMINO!!!
    :)

  7. Jacek pisze:

    Hola
    Brzmi bardzo ciekawie, gratuluje pokonania nowych drog jakubowych :)
    A Miro przeszedl przez Albergue w Santo Domingo de la Calzada i wyspiewywal, ze ho, ho ho :))

    pozdrawiam
    JC

  8. Hell pisze:

    A ja powiem inaczej! Nie idź dalej tylko wracaj! :-) Do Niepołomic, Staniątek, Biskupic :-)

  9. Kasia pisze:

    Jestem w domu. :):):)
    Śmieję się do siebie już od kilku godzin, zwariowałam zupełnie z radości. :):):)

    Trzy cudowne tygodnie, wspaniałe miejsca, widoki, niesamowici ludzie, którzy troszczyli się o mnie w drodze – nigdy tego nie zapomnę!!!

    James Hell, ja wrócę do Niepołomic jeszcze nie raz, bo to cieplutkie miejsce, pójdziemy do Staniątek i do Biskupic, albo na rowerach to objedziemy. Pozdrów Jaśka, Sylwię i Asię.

    Jacek – dzięki, że o mnie pamiętasz, mam nadzieję, że się gdziesik spotkamy po Twoim powrocie z Santo Domingo de la Calzada, więc do zobaczyska.

  10. xdrabik pisze:

    Dzieki za te przemiłe slowa o Brzesku, to nas jeszcze bardziej zobowiązuje, zapraszamy i do zobaczenia, z Bogiem /proboszcz/

  11. Kasia pisze:

    A wie Ksiądz co?
    Jak słyszę słowo Brzesko, to serce bije mi trzy razy szybciej! Bo u Was jakoś tak bardzo „caminowo”. :)
    Bardzo dziękuję!!! Do zobaczenia na pewno!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s